Dworzec pkp

 

czas budowy: 

architekci: 

konstruktor: 

przepustowość: 

adres: 

przeznaczenie: 

stan obecny: 

 

1963-1972
Wacław Kłyszewski, Jerzy Mokrzyński i Eugeniusz Wierzbicki
Wacław Zalewski
25 000 pasażerów/h
Plac Szewczyka 1
dworzec osobowy PKP
wyburzony w 2012 roku

BRUTAL

Koniec lat 50. XX wieku. Katowice zaczynają się dusić. Stare idee od dawna przeszkadzają miastu, które od zawsze chce bardziej, więcej i mocniej. Ciasne ulice, małe place i stary dworzec. Niemiecki rodowód i kapitalistyczne korzenie. Nie ma tu miejsca na słońce. Brakuje  powietrza i zieleni. Potrzebna jest rewolucja.
Na szczęście nie jesteśmy jedyni. Na zachodzie już od dawna głosi się dobrą nowinę modernizmu i karty ateńskiej, a ostatecznie i na Śląsk przyjeżdżają rycerze namaszczeni przez Le Corbusiera. Z dumą dosiadają swoich zielonych koni i prowadzą całe pokolenie młodych i ambitnych architektów. Katowice stają się wielkim placem budowy.
 

TYGRYSY

Jedną z największych i najważniejszych inwestycji jest oczywiście nowy dworzec kolejowy. Stary staje się niewydolny – brakuje miejsca dla podróżnych i komunikacji miejskiej. Władze wyznaczają lokalizację (300 metrów dalej) i w 1959r. rozpisują ogólnopolski konkurs, do którego zapraszają siedem biur projektowych – w tym trio warszawskich Tygrysów  w składzie: Wacław Kłyszewski, Jerzy Mokrzyński i Eugeniusz Wierzbicki. Zespół ten po raz kolejny zdeklasował konkurentów - ich projekt tak znacząco się wyróżniał, że jury konkursowe nie przyznało drugiej i trzeciej nagrody. Swój sukces w dużej mierze zawdzięczają jednak Wacławowi Zalewskiemu – wybitnemu inżynierowi, odpowiedzialnemu za szkielety takich budynków jak Spodek, warszawski Supersam czy Torwar.  To on zaprojektował ikoniczne kielichy i oddał je do dyspozycji sławnemu trio, które ci oprawili w znane nam dworcowe ramy.

BRUT - ZNACZY BETON

Zanim jednak będziemy zachwycać się odbiciem szalunków na betonie, powinniśmy  zrozumieć dlaczego katowicki brutal powstał w tak niezwykłej formie architektonicznej. Kielichy bowiem, poza funkcją estetyczną, przede wszystkim odpowiadały na dwa kluczowe problemy. Po pierwsze potrzebna była duża, praktyczna i nowoczesna hala, obsługująca do 25 tys. podróżnych na godzinę - aby zrealizować te wytyczne, trzeba było naprawdę dużego gmachu, o maksymalnie otwartym planie. Po drugie, tak zaprojektowany budynek miał jednocześnie wytrzymać ciągłą eksploatację złóż węgla pod Katowicami. Postawienie dachu o wymiarach  144x36 metrów na zaledwie 16 niezależnych (więc odporniejszych na szkody górnicze) filarach, to odpowiedź wybitnie celna, lakoniczna i wyrafinowana - godna mistrzów inżynierii. Sama konstrukcja kielichowa (zwana inaczej grzybkową lub parasolową) nie była innowacją – stosowano ją, choć nie zbyt często, od początku lat 40. XX wieku (a nawet wcześniej w uproszczonych formach), głównie za oceanem, przeważnie przy obiektach przemysłowych, ale także na stacjach benzynowych, targach czy słynnym lotnisku w New Jersey. Zalewski wycisnął jednak z grzybków maksimum ich możliwości  - każdy z nich ma imponującą rozpiętość 18x18 metrów, uzyskaną poprzez zawieszenie między czterema żebrami żelbetowej powłoki, której grubość w najwęższym punkcie wynosiła zaledwie 6 centymetrów! Tak cienka warstwa była możliwa dzięki unikalnemu na skalę światową rozwiązaniu - formy w kształcie paraboloidy hiperbolicznej - niezwykle skomplikowanej struktury, do której budowy zatrudniono najlepszych cieśli i rzemieślników z całego kraju. W dwa lata (1967-1969) stworzyli oni inżynieryjne perełki -  konstrukcję trudną do wykonania nawet dzisiaj.  Co ciekawe, aby zminimalizować ryzyko niepowodzenia, wykonali wcześniej eksperymentalny kielich w skali 1:1, który nadal stoi w katowickim Instytucie Technik Budowlanych.

 

Więcej o paraboloidach, konstrukcji oraz historii dworca, w bardzo przystępny sposób pisze Tomasz Małkowski, w artykule przygotowanym dla czasopisma "Nowoczesne hale" nr 4/2010: Katowicki dworzec jak żelbetowa katedra

holl główny

holl główny

lata 70-te

lata 70-te

iluminacja

iluminacja

Warszawskie trio zdawało sobie sprawę jak dużą wartość, również estetyczną, posiada konstukcja Zalewskiego i precyzyjnie wydobyło z niej architektoniczną esencję. Parasole i ich żelbetowa struktura zostały maksymalnie wyeksponowane oraz dopełnione kubicznymi formami ze szkła i stali. Dynamicznie uformowany beton zawładnął  ogromną, wolną przestrzenią, którą uzupełniono prostymi kioskami i oszczędnym detalem w postaci dużych palm oraz klimatycznych, obłych lamp. Właściwe wyczucie w dozowaniu środków architektonicznych, niezwykła chłonność światła i jego kreatywne przetwarzanie, a także  naturalna wyjątkowość kielichów sprawiły, że katowicki dworzec był obiektem wybitnym. Prawdziwa ikona roztaczająca własny mikroklimat niemożliwy do podrobienia.

Wróćmy jednak na ziemię i spójrzmy na bardziej pragmatyczne kwestie, bo nie tylko estetyka i konstrukcja stanowiły o wartości Brutala.  Aby zwiększyć powierzchnię i upłynnić ruch, zaprojektowano trójpoziomową strukturę dworca, podobną do tych na lotniskach. Hala wejściowa znajdowała się na pierwszym piętrze (wejście z estakady), wyjściowa na parterze, a spotykały się one w połowie wysokości na poziomie tunelów pod torami, do których prostopadle biegł trzeci pasaż. Wszystko skomunikowane było ruchomymi schodami. Niestety mało kto pamięta czasy, w których działały, a windy nie było nigdy, dlatego wielo-poziomowość dworca dla wielu stanowiła poważne utrudnienie. Kompleks dopełniono dwoma dodatkowymi pawilonami kasowymi po drugiej stronie torów, a całość spleciono gęstą siecią tuneli, czym znacząco ułatwiono komunikację pieszą w tym rejonie miasta.

kasy

 

BRUT - ZNACZY BRUTAL

Znany katowicki architekt Tomasz Konior powiedział kiedyś, że przy pomocy dworca „(...) wyrwano w środku miasta ranę, która nie potrafiła się zabliźnić przez dziesiątki lat”. Nie jest to głos odosobniony w debacie nad katowickim dworcem, bo rzeczywiście skala wyburzeń pod budowę nowego węzła komunikacyjnego była bardzo duża, a tylko brak pieniędzy uchronił resztę kwartału przed zrównaniem z ziemią. W planach zastąpiono go modernistyczną przestrzenią handlowo-usługową (patrz „makieta”), zostaliśmy jednak z tymczasową estakadą nad morzem asfaltu nakrapianym żółtymi ikarusami. Trudno było też docenić brutalistyczną stylistykę, skoro została ona wpisana w XIX- wieczną tkankę miejską bez żadnego bufora. Dla wielu były to zbrodnie niemożliwe do wybaczenia. Zanim jednak skażemy brutala na śmierć i zapomnienie, warto poznać historię jego upadku oraz dowiedzieć się dlaczego tak wiele osób chciało dla niego drugiej szansy.

kontekst urbanistyczny

kontekst urbanistyczny

plac Szewczyka, estakada

plac Szewczyka, estakada

dworzec autobusowy

dworzec autobusowy

wnętrze hali wejściowej

wnętrze hali wejściowej

NARKOMAN
Brutal na szczyt wszedł błyskawicznie i jak już ustaliliśmy - po trupach. Był prawdziwą gwiazdą - podziwiała go cała Polska, sąsiedzi zazdrościli, a decydenci wychwalali jego nowoczesność i wkład w obsługę socjalistycznego obywatela. Niestety, sława jak zwykle szybko minęła i zastąpiła ją proza życia. Momentalnie światło dzienne ujrzały urbanistyczne niedociągnięcia, wnętrze zaczęło wypełniać się prymitywnym handlem i festynową architekturą, schody przestały działać, a wszystko pokryła gruba warstwa śląskiego brudu. Raport Paktofoniki z 2000 roku był bezlitosny. Brutal się staczał i pod koniec swojego krótkiego życia najbardziej nadawał się na scenerię do filmu o Ryśku Riedlu. 

Dla lepszego zrozumienia skali jego upadku warto zobaczyć deliryczne ujęcia z ostatnich dni dworca (świetnie ukazujące degradację architektury tandetnymi modernizacjami), przygotowane dla Gazety Katowice: Brutal

Mimo wszystkich skandali i problemów miał on nadal sporą grupę fanów, która nie zapomniała o jego wartości i walczyła o przywrócenie mu dawnego blasku. Konstrukcja miała się dobrze (na przekór twierdzącemu inaczej inwestorowi), więc wystarczyłoby odpowiednio go wyczyścić i przystosować do dzisiejszych standardów. Nie można było mu też zarzucić, że wyrwał ranę w tkance miejskiej, ponieważ powstał on przede wszystkim w miejscu dworca towarowego, nie kamienic, często substandarowych, stojących wcześniej po drugiej stronie ulicy (wyburzonych pod dworzec autobusowy). Na tych racjach Tomasz Małkowski (Architecture Snoobs), Irma Kozina (historyk sztuki UŚ), a nawet architekci z Massachusetts Institute of Technology (uniwersytet na którym kontynuował pracę Wacław Zalewski po wyemigrowaniu do Stanów Zjednoczonych) oraz wiele innych autorytetów z branży oparło linię obrony brutala. Wspierani przez mieszkańców i internautów utworzyli prężnie działające środowisko, wysyłające listy, organizujące debatę publiczną, a w ostateczności nawet protesty. Niestety, trudno się negocjuje z miejskimi urzędnikami i konserwatorem zabytków, skoro ci wypchali sobie uszy dolarami zagranicznego inwestora, a i bez nich odporni są na wszelkie argumenty... 
Tak na prawdę Brutal w swoim krótkim 38 letnim życiu nie zdążył nawet zyskać sławy na jaką zasługiwał, ale w środowisku uznawany był za obiekt wybitny. Miasto i PKP niestety wiedziało lepiej co dla nas dobre. Ostatni kielich padł 11 stycznia 2011 roku. 

Film, na którym w obronie dworca staje min. Robert Konieczny z kilkoma celnymi uwagami: Dworzec PKP w Katowicach

Architecture Snobs prowadzą protest

STERYLNA RZECZYWISTOŚĆ

Dla jasności: nie uważam, że wszystko zostało zrobione źle. Prawdą jest, że nowy, czystszy dworzec i Galeria Katowicka tchnęły dużo życia w okolicę, jednak niewspółmiernym do zysków kosztem. Odbudowane parasole są prawie całkowicie zasłonięte przez doklejoną do nich bryłę GK, która zachłannie wlała się w całą wolną przestrzeń. Reinkarnacja samego dworca wygląda zaś zupełnie inaczej od oryginału, oferuje nam teraz 2 kielichy (zdecydowanie wyższe niż w oryginale) i traktowana jest jako generator ruchu dla hegemona handlowego w okolicy. Na poczekalnie dla podróżnych zabrakło miejsca i chęci. Plusem jest podziemny dworzec autobusowy oraz duży parking, który służy nie tylko klientom centrum handlowego. Całość, doszczętnie wyprana z emocji, tworzy przestrzeń uległą chwilowym modom i zupełnie sztampową...


Moim zdaniem ową ranę można było zasklepić, budując w ramach dawnego kwartału i zostawiając podłużny plac dworcowy przed prawdziwym, odpowiednio przystosowanym do dzisiejszych realiów dworcem. Mielibyśmy wtedy dojrzałą gwiazdę (i to nie jest przesada, na ten dworzec mogły w przyszłości przyjeżdzać pielgrzymki) i zdrową tkankę miejską - zostaliśmy z wykoślawioną makietą, łakomym wielorybem i czarno-białymi wspomnieniami.

 

Jakub Maciejewski

"zielone tarasy"

"zielone tarasy"

kontekst urbanistyczny dzisiaj

kontekst urbanistyczny dzisiaj

postmodernistyczny but konsumpcjonizmu

postmodernistyczny but konsumpcjonizmu

odtworzone kielichy wewnątrz galerii

odtworzone kielichy wewnątrz galerii

GALERIA:

inne obiekty:

brutal

spodek

stalexport

ŹRÓDŁA:

1. Michał Bulsa, Grzegorz Grzegorek, Beata Witaszczyk: Domy i Gmachy Katowic, tom I. Katowice: Prasa i Książka, 2016. 

2. Alicja Gzowska: Szesnaście Żelbetowych Kwiatów, Dworzec Kolejowy w Katowicach. Katowice: Śląsk Sp. z o. o. Wydawnictwo Naukowe, 2012. 

3. Tomasz Malkowski: Katowicki dworzec jak żelbetowa katedra - czyli skąd się wziął Brutal z Katowic. Tekst ukazał się czasopiśmie „Nowoczesne hale” w numerze 4/2010

Zdjęcia:

1. fb. Katowice 50 lat temu

2. fb. Ulice i place Katowic

3. fb. Katowice i Park Śląski / WPKiW w epoce PRL​

4. Blog fotograficzny Antoniny Murawy: Notatnik mieszczucha. Dziękujemy za świetne zdjęcia!

Polecamy także profil Brutal z Katowic, na którym można znaleźć wiele ciekawych informacji (nie tylko o dworcu), dowiedzieć się, który budynek obecnie potrzebuje wsparcia oraz wypowiedzieć się w szerszym gronie (ponad 7000 polubień).

© 2016-2018 modernizm powojenny katowic