dokp

RONDO 1

Wieża jest jednym z najważniejszych symboli w architekturze. Na przestrzeni wieków pełniła  rozmaite funkcje, budowana w wielu technologiach i stylach, niezmiennie pełni rolę manifestu. Wyjątkowo mocno wyraża ona duchowe aspiracje, prezentuje finansowe i inżynieryjne możliwości. W miejskiej kompozycji drapacze chmur mogą stanowić akcent, dominantę lub nawet utworzyć monumentalną szklano-betonową kurtynę. Tak stało się np. w Chicago, do którego przyrównano Katowice w dwudziestoleciu międzywojennym.  Porównywanie sky-linów tych miast śmiało można nazwać absurdem, jednak patrząc z perspektywy europejskiej, miało to pewne uzasadnienie. Stolica Śląska, ledwie po 70 latach istnienia, dorobiła się gmachu, który znajdował się w absolutnej czołówce wież mieszkalnych na starym kontynencie. Po wojnie moda na drapacze chmur w Województwie katowickim była nadal żywa, mimo typowo śląskich problemów z gruntem oraz topornością systemu politycznego.

 

TOWARZYSTWO WZAJEMNEJ ADORACJI

Katowice wyrosły dzięki kolei. Ta symbolika (w sposób raczej niezamierzony) wzmocniła się, gdy w najważniejszym punkcie miasta wyznaczono miejsce na nowy biurowiec dla PKP. Odkąd znany był docelowy układ śródmieścia Katowic (Rondo, al. Korfantego, Spodek itd.), rozpoczęły się prace projektowe nad gmachem DOKP (Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych). Zadanie to powierzono Jerzemu Gottfriedowi.  Wygrał on wewnętrzny konkurs zorganizowany przez Miastoprojekt Katowice i w 1962 roku rozpoczął zasadnicze prace nad ostatecznym kształtem budynku. Trwały one trzy lata, natomiast ostatecznie gmach otwarto dopiero w 1974 roku. Długo? Niekoniecznie – stopień skomplikowania całego przedsięwzięcia, wymagające sąsiedztwo oraz pedantyczna natura architekta, w pełni tłumaczą te 12 lat. Jeszcze lepiej robił to sam budynek.

Kolejnym subtelnym akcentem było przyziemie obiektu. Architekt przyrównywał je do antycznej krepidomy – podstawy greckiej świątyni.  Obłożone piaskowcem pawilony zanurzone były w zieleni i odizolowane od głośnego otoczenia, poprzez zorientowanie większości okien na wewnętrzne patia. W trzech segmentach (jeden od strony placu przed Spodkiem, dwa od dzisiejszego NOSPR-u) zlokalizowano zaplecze socjalne (min. stołówkę), pokoje hotelowe, salę zebrań oraz przychodnię lekarską. Na tym eleganckim i stonowanym cokole wyrósł 17 piętrowy biurowiec, który był już manifestem nowoczesności. Dzięki stalowej konstrukcji szkieletowej (autorstwa W. Feiferka oraz L. Marchwickiego), przestrzeń biurowa w 60%  miała zostać zaaranżowana w stylu open space office. Takie rozwiązanie było jednak zbyt innowacyjne dla użytkowników gmachu, którzy na początku poodgradzali się meblami, a ostatecznie wynegocjowali mniejsze pomieszczenia utworzone z  ścianek działowych. Nowością były też pierwsze na Śląsku windy szybko-biegowe, szklano-aluminiowa elewacja oraz planowana klimatyzacja, która jednak ostatecznie nie powstała ze względu na przekroczenie budżetu. Pieniędzy wystarczyło za to na świętokrzyski marmur w holach oraz dość ascetyczny, ale nadal elegancki wystrój wnętrz (dziś powiedzielibyśmy minimalistyczny), który współgrał z ogólnym charakterem budynku. Jedyne elementy czysto dekoracyjne znajdowały się w przyziemiu. Były to abstrakcyjne kompozycje z kamiennych bloków, stanowiące domknięcie patia po południowej stronie budynku. Cały obiekt wyglądał niezwykle spójnie, wręcz lakonicznie – w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Srebrno-biały gmach kolejarzy miał 72m wysokości  do dachu, a na nim wielki zegar z czerwonymi cyframi. Odliczał on 120 lat gwarancji, jaką wieżowiec DOKP otrzymał od konstruktorów i budowniczych. Mam jednak nadzieję, że nie nastawiał się za mocno na te 12 dekad, bo by się mocno przeliczył. Po 40 latach komórki w exelu  jasno dały do zrozumienia, że bardziej opłaca się budynek usunąć i zbudować w jego miejsce coś większego i współczesnego. Szkoda, bo poza wartością samego obiektu, utraciliśmy też ciągłość unikalnej kompozycji miejskiej (patrz również: sprawa Pałac Ślubów i Handlowego Domu Dziecka)

Dzisiaj z niecierpliwością czekamy na powstanie .KTW II, który ma przejąć schedę po DOKP-ie. Takie inwestycje zawsze budzą zainteresowanie i emocje wśród mieszkańców. Wyobrażam sobie jednak, że za żelazną kurtyną, w czasach przed internetem i tanimi lotami,  zdecydowanie bardziej ekscytowano się rozwojem własnego miasta, każdym powstającym budynkiem i jego specyfiką.

 

Mamy przełom lat 60. i 70., Gomółka ledwo oddał władzę Gierkowi, a w Katowicach spokojnie powstaje kolejny już, nowoczesny i bardzo wysoki budynek. Z jego szczytu świetnie widać aleję Korfantego, Spodek, Haaperowiec, na horyzoncie Park Śląski i Tauzen. Poza tym wszędzie dookoła przemysł i dużo zieleni. Widok ten raczej nie przypomina reszty Polski, nawet tych największych miast. Gdyby w momencie otwarcia katowicki biurowiec przenieść do Warszawy, okazałoby się, że wyższe od niego są tylko 4 budynki - PKiN oraz trzy punktowce Ściany Wschodniej. Poza stolicą równał się z nim (też 72m) tylko gdański Zieleniak. Reszta Polski została wówczas daleko w tyle, a z czasem pojawiły się u nas kolejne drapacze chmur – biurowce Stalexportu, prokuratura przy ul. Wita Stwosza, Kukurydze, Gwiazdy i wiele innych - które ostatecznie ugruntowały nas na pozycji najwyższego miasta poza Warszawą. Tak, stolica Śląska robiła wrażenie, wyróżniała się na tle innych polskich miast i do dzisiaj zaskakuje swoimi najnowszymi obiektami.

Jerzy Gottfried doskonale zdawał sobie sprawę z trudności zadania, jakie przed nim postawiono. Był też perfekcjonistą. Wszystkie jego budynki były wynikiem dogłębnej analizy problemu, który rozwiązywał z inwencją i precyzją. Używał prostych, ale stanowczych w ekspresji środków wyrazu, dbał o funkcjonalność oraz ekonomię. W przypadku biurowca DOKP wyzwaniem był przede wszystkim kontekst. Działka znajdowała się na przecięciu najważniejszych arterii komunikacyjnych miasta, w samym centrum nowego śródmieścia, w sąsiedztwie budowanego Spodka, Pomnika Powstańców oraz Superjednostki. Ponadto obiekt miał się wyróżniać od zabudowy mieszkalnej, stanowić punkt orientacyjny, porządkować przestrzeń centrum miasta. Było to ogromne wyzwanie i podobnie jak przy projekcie powstałego wiele lat później MCK, sukces osiągnięto głównie dzięki pokorze. W obu przypadkach nową architekturę zorientowano na sąsiednie obiekty. Wieżowiec stał się przeciwwagą dla Spodka i Pomnika, wszedł z nimi w synergiczną relację. Kąty proste i rytmicznie podzielona elewacja miały dopełniać i eksponować obłości hali, natomiast biała, betonowa okładzina na ścianach szczytowych stanowiła tło dla Pomnika Powstańców. Co ciekawe, monument odsłonięto w 1967 roku, a więc już po zakończeniu zasadniczych prac projektowych. Perfekcjonizm Gottfrieda kazał mu jednak dostosować obiekt do zmian, które zaszły w otoczeniu. Aby podkreślić plastyczny charakter odlanych z brązu skrzydeł, architekt użył prefabrykowanych modułów, które przy odpowiednim oświetleniu ujawniały własną, delikatną rzeźbę.

KATOWICE NIE CHICAGO

Wobec tego, czy przyrównanie Katowic do miast Ameryki Północnej jest zasadne? Poparcie tej tezy stanowi też fakt, że mamy największy w Polsce współczynnik wieżowców na mieszkańca - w tej kategorii dominujemy nawet Warszawę! Takie zestawienia na pewno są efektowne i dość wymowne. Myślę też, że kultura nowoczesności, która objawia się wysoką i awangardową architekturą, jest charakterystyczna dla Katowic i regionu. Problem w tym, że często przysłania ona realne problemy miasta, a w jej cieniu mogą chować się kompleksy. W końcu nasi goście nie korzystają tylko z podniebnych kawiarni, my natomiast obcujemy z poziomem ulicy na co dzień. Dlatego nasze wysiłki powinny skupiać się na ważniejszych kwestiach niż budowanie skyline-u i wielkomiejskich inwestycjach. To nie są wartości same w sobie. Uogólniając – jeśli nie rozwiążemy problemu smogu i sprawnej komunikacji w całej metropolii, nie zapewnimy edukacji na światowym poziomie, dobrych miejsc pracy i godnych warunków życia, zapomnimy o kulturze i inicjatywach społecznych, to nadal będziemy miastem drugiej kategorii w Polsce, a nasze wieże będą atrapami - jak domki w Misiu Barei. Wierzę jednak, że inny scenariusz jest możliwy. Może w takich wymarzonych Katowicach nowe biurowce, z podobną jak DOKP gracją, wpisywałyby się w otoczenie, zajmując odpowiedniejsze do tego działki, natomiast on sam nadal stałby obok Spodka i opowiadał historię powojennych Katowic?

Jakub Maciejewski

czas budowy:  1965-1974 

architekt: Jerzy Gottfried

konstruktor: Włodzimierz Feiferek oraz L. Marchwlicki

wysokość: 72m do dachu (całkowita - 90m)

adres: Roździeńskiego 1

przeznaczenie: biurowiec Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych

stan obecny: wyburzony w 2015 roku; działkę zajmują biurowce .KTW

 

 

BIBLIOGRAFIA:

1. Tadeusz Barucki: Zielone Konie/Green Horses. Warszawa: Salix alba, 2015. ISBN: 978-83-930937-8-6

2. Michał Bulsa, Grzegorz Grzegorek, Beata Witaszczyk: Domy i Gmachy Katowic, tom II. Katowice: Prasa i Książka, 2016. ISBN 978-83-63780-16-6

3. Anna Syska: Budynek przemyślany w każdym calu. Biurowiec DOKP w Katowicach. (dziękuję autorce za udostępnienie tekstu)

4. Rozmowy z Jerzym Gottfriedem

© 2016-2018 modernizm powojenny katowic