Pawilony

W założeniu pawilony przy al. Korfantego miały mieć znaczenie zarówno aglomeracyjne, jak i lokalne. Wynikało to z potrzeby zapewnienia odpowiedniego zaplecza dla rozbudowywanej na tym obszarze mieszkaniówki (blok Delikatesy, Ślizgowiec, Superjednostka, Haperowiec) oraz dopełnienia odpowiednimi usługami śródmiejskiej strefy stolicy województwa. Centralnie planowana gospodarka i architektura zaowocowały pasażem, utworzonym w przyziemiach budynków oraz wolno-stojących pawilonach. Zwieńczono go tunelem, również z przestrzenią komercyjną, pod Rondem. Całość przyjazna była klientom zmotoryzowanym, którym zapewniono rozległy parking wzdłuż wielopasmowej ulicy. Gorzej mieli się piesi mieszkający lub pracujący w okolicy oraz użytkownicy komunikacji zbiorowej. Oba przystanki tramwajowe usytuowane były na krańcach strefy Rondo-Rynek, a do tego otoczone jezdnią. Jednak, jako że nadrzędna teoria dzisiejszej urbanistyki głosi, iż miasto jest dla ludzi, a nie samochodu, to właśnie z perspektywy pieszego przyjrzymy się architekturze, historii i funkcjom pasażu Katowice.

SPACER W WIELKIM MIEŚCIE

Załóżmy, że przyjechaliśmy z Bytomia i wysiedliśmy na Rondzie. W wielkim mieście, które zapowiedziały nam wcześniej nowoczesne os. Tysiąclecia oraz rozległa ul. Chorzowska, witają nas Spodek i gmach DOKP. Po drugiej stronie rozpościera się obfitująca w nowoczesne, śródmiejskie domy, ogromna przestrzeń alei Korfantego (wówczas Armii Czerwonej), na którą kierujemy swoje kroki. Niestety, zanim znajdziemy się na interesującym nas chodniku, musimy skorzystać z przejścia podziemnego, ponieważ przystanek tramwajowy ze wszystkich stron otoczony jest jezdnią…

 

POMNIK POWSTAŃCÓW ŚLĄSKICH

rzeźbiarz: Gustaw Zemła

architekt: Wojciech Zabłocki

odsłonięto: 1/10/1967

Pierwszym elementem nowego śródmieścia Katowic na który trafiamy, jest Pomnik Powstańców Śląskich. Kamienna ściana, którą oglądamy idąc tunelem, okazuje się być piedestałem dla trzech skrzydeł, górujących nad Rondem. Odlane z brązu, ogromne rzeźbiarskie formy wyrastają wprost z gruntu i symbolizują zbrojne zrywy Ślązaków walczących o przynależność do Polski. Zaprojektował je Gustaw Zemła, natomiast architektoniczne otoczenie pomnika powstało na planach Wojciecha Zabłockiego. Zbudowany z inicjatywy gen. Jerzego Ziętka, ufundowany przez warszawiaków jako dar dla społeczeństwa śląskiego (również jako podziękowanie za pomoc w odbudowie Warszawy) pomnik, podczas otwarcia po raz pierwszy zjednoczył komunistyczne władze z kombatantami powstań. Jednocześnie uwydatnił różnice poglądów politycznych wśród Górnoślązaków, którzy różnie wartościują śląskie powstania.

HOTEL KATOWICE I BLOK DELIKATESY

Za pomnikiem rozpościera się duży skwer, który jeszcze do nie dawna oddzielony był od ulicy starym, poniemieckim zameczkiem. Oderwany architektonicznie od otoczenia, decyzją władz politycznych został on wyburzony w 1976 roku, a jego byłe ogrody przekształcono na miejski park. Następnie mijamy Hotel Katowice. Przeszklony parter zaprasza do odwiedzin restauracji, my jednak idziemy dalej, zwabieni zjawiskowym neonem Delikatesów, który wisi na pawilonie stanowiącym przyziemie dziesięcio-piętrowego bloku. Dynamicznej ekspresji całej kompozycji dodaje horyzontalna, poderwana płaszczyzna dachu, pod którym przestrzeń sklepu wydzielono szklanymi ścianami.

 

Nasz spacer w kierunku rynku kontynuujemy wzdłuż jedynych budynków zachowanych sprzed wojny. Dwa okazałe gmachy, oderwane dziś od rzeczywistości, nadal robią duże wrażenie. Natomiast trzecia kamienica, niedyskretnie zdradza nam małomiasteczkowe pochodzenie Katowic… Dopiero pod nią trafiamy na pierwsze przejście dla pieszych, jednak nie korzystamy z niego. Idziemy dalej, aby przyjrzeć się nowoczesnym budynkom na rynku – Zenit, Dom Prasy Śląskiej oraz Skarbek – i dopiero tam zawracamy.  Dlaczego gość z aglomeracji miałby tak wydłużać swoją drogę? Wróćmy na chwilę do założeń naszego spaceru. Wyobraźmy sobie Śląsk w połowie lat 70. Większość miast w tamtych czasach skupiała się na budowie osiedli mieszkaniowych oraz infrastrukturze i przemyśle, natomiast inwestycje w strefach śródmiejskich to raczej przykłady jednostkowe, rzadko przyjmujące formę okazałych gmachów publicznych, a tym bardziej rozległych założeń urbanistycznych. Z tego schematu wybijają się Tychy, budowane w całości na ideach modernistycznych oraz oczywiście Katowice. Nowe centrum aglomeracji, niezależnie od jakości wykonania czy łatwości w użytkowaniu, robi wrażenie i przyciąga mieszkańców swoją nowoczesną estetyką i funkcją. Wyobraźmy sobie uczucia gości z Bytomia, którzy pamiętali czasy świetności swego miasta (kiedyś niekwestionowanego lidera w regionie), w których to Katowice dopiero walczyły o swoją pozycję. Dzisiaj sytuacja również jest jasna, a odzwierciedla ją wielkomiejska, awangardowa architektura nowej stolicy, niemal w całości polskiego (część nadal zostaje w Czechach), Górnego Śląska. Miejmy to na uwadze kontynuując nasz spacer po pasażu Katowice.

GALERIA SZTUKI BWA

oddany do uytku: 1972

architekt: Stanisław Kwaśniewicz

przeznaczenie: galeria sztuki

stan obecny: bez większych zmian od otwarcia

Biuro Wystaw Artystycznych założono już w 1949 roku, a jego siedziba znajdowała się wówczas przy ulicy Dworcowej w przedwojennej kamienicy. W  1972 roku galeria przeniosła się do dedykowanego jej gmachu, który  usytuowano zaraz obok Separatora. Gmach zaprojektowany został przez Stanisława Kwaśniewicza, przy współpracy z Franciszkiem Klimkiem (konstrukcja) oraz Wojciechem Szostakiem (wnętrza). Pawilon składa się ze zwartej, dwu kondygnacyjnej bryły, mieszczącej hol i część wystawową oraz postawionego na filarach zaplecza, które przylega do części pierwszego piętra z tyłu budynku. Elewacja frontowa oraz boczne, składają się z eleganckiego, przeszklonego parteru z wejściem głównym zaakcentowanym zieloną mozaiką oraz murowanego piętra pomalowanego na niebiesko, które dodatkowo ozdobiono reliefem autorstwa Teresy Michałowskiej-Rauszer i Jerzego Kwiatkowskiego. Zabieg ten nie tylko podkreślał przeznaczenie budynku, ale również stanowił ważny element kompozycyjny w zabudowie Alei Armii Czerwonej. Przewidywano bowiem w modernistycznej przestrzeni dwa podstawowe sposoby percepcji: z perspektywy zmotoryzowanego lub pieszego. Pierwszy, determinowany przez szybkość poruszania się, nie stwarzał możliwości na podziwianie detalu. Wobec niego komponowano więc duże, dynamicznie zestawione bryły, które szybko następowały po sobie i kolejno przyciągały uwagę nie nudząc odbiorcy. Piesi natomiast, zorientowani na niskie pawilony i przyziemia, mieli koncentrować wzrok na wystawnych witrynach, detalu, kolorystycznych i rzeźbiarskich akcentach, neonach, mozaikach czy właśnie płaskorzeźbach. W budynku udało się wygospodarować 800m2 przestrzeni wystawienniczej, co do dzisiaj stanowi wśród polskich galerii sztuki współczesnej dużą liczbę. Na parterze zorganizowano hol, kawiarnię oraz Cepelię – sklep z tzw. twórczością ludową.

HANDLOWY DOM DZIECKA

czas budowy: bd

architekt: bd

przeznaczenie: pawilon handlowy

stan obecny: wyburzony w 2011 roku

 

Zwany inaczej Centrum u Michalika (od neonu i znanego na całe miasto lokalu), to największy i zarazem najprostszy pawilon na naszym szlaku. Niska, podłużna bryła o głębokim podcieniu i prosta elewacja z prefabrykatów nie posiadała szczególnych walorów plastycznych. Wartość obiektu leżała w odpowiednim dopasowaniu go do otaczającej zabudowy. Horyzontalne linie kontrastowały z otaczającymi go wysokimi budynkami, a niewielka wysokość otwierała dostęp do słońca i widoków mieszkańcom Superjednostki, nawet na najniższych piętrach. Ponadto skromna elewacja stanowiła świetne tło dla efektownych neonów, które skutecznie wyróżniały ten dom handlowy w miejskim krajobrazie. Podobnie jak w pozostałych budynkach tworzących pasaż, pawilon kontynuował jego drugą linię oraz posiadał patio, co ułatwiało poruszanie się w całym kwartale i zwiększało powierzchnie witryn. We wnętrzu znajdował się Handlowy Dom Dziecka zajmujący część nadziemną oraz bar szybkiej obsługi Varietes Centrum w podziemiach. Wobec pawilonu, który niedawno powstał na rynku, Centrum u Michalika to dowód, że nie jest łatwo stworzyć prosty budynek, który nie będzie banalny (czy po prostu brzydki), a tym bardziej sprawić, że wytworzy on własną markę i charakter. Mimo, że bez wątpienia był to najmniej wartościowy, (pod względem estetycznym) element alei Korfantego, to wyburzenie go (szczególnie, że do dzisiaj brakuje alternatywy) było błędem. Przewidywany w tym miejscu biurowiec zaburzy spójność estetyczną kompozycji, a przede wszystkim przysłoni miastu Superjednostkę (jedną z katowickich ikon), a jej mieszkańcom zabierze dostęp do słońca i widoku na śródmieście, który jest jednym z nielicznych atutów mieszkań w tym bloku. To samo tyczy się zresztą następnego obiektu… 

PAŁAC ŚLUBÓW

oddany do użytku: 1969

architekt: Mieczysław Król

przeznaczenie: urząd stanu cywilnego

stan obecny: wyburzony w 2011

Ostatni budynek na naszym szlaku również został niedawno wyburzony, dlatego przyjrzyjmy mu się w drugiej połowie lat 70. Jako gość z aglomeracji oglądamy urząd stanu cywilnego, wieńczący katowicki pasaż. Szumnie nazywany Pałacem Ślubów pawilon, jest silnym manifestem politycznym, stawia bowiem państwo, zamiast kościoła, w nadrzędnej pozycji – zarówno pod kątem urbanistycznym jak i władzy w kwestii matrymonialnej. Przede wszystkim jednak, wzniesiony w 1969 roku na planach Mieczysława Króla budynek, ma wiele zalet w sferze architektonicznej. Świetnie dobrane proporcje i odpowiednie podziały na elewacji, tworzą lekką bryłę, która zawisła w parkowym otoczeniu. Całość dopełniona została wysmakowanym detalem i starannie wykończonym wnętrzem.  W wycofaną, szklaną elewację parteru wpasowano cztery płaskorzeźby autorstwa Jerzego Kwiatkowskiego, przedstawiające znaki zodiaku, gwiazdy i ptaki, które nawiązywały do tematu przewodniego budynku. Za lekko przyciemnionymi oknami majaczyła op-artowa posadzka. To ceramiczne arcydzieło najlepiej było podziwiać z reprezentacyjnej klatki schodowej (wspartej na filarze, który również ozdobiony był kamienną płaskorzeźbą), prowadzącej do najważniejszych pomieszczeń znajdujących się na piętrze. Tam, skąpane w świetle wpadającym przez ogromne okna, urzędowały ekskluzywne materiały: eleganckie parkiety, kryształowe lustra (optycznie powiększające przestrzeń), mosiężne, rzeźbione klamki, ozdobne żyrandole. Na szczególną uwagę zasługiwał dużych rozmiarów relief nad klatką schodową autorstwa Teresy Michałowskiej-Rauszer, przedstawiający motywy kosmologiczne (lata 60. to okres fascynacji podbojem kosmosu) oraz  ozdobna terakotowa ściana w jednej z sal, która zmieniała kolor w zależności od kąta patrzenia.

Równie dobrze rozwiązano problemy funkcjonalne. Trzy sale reprezentacyjne (ślubów, bankietowa oraz nadawania imion) ulokowano w części wschodniej (od strony ulicy) i poprzedzono je obszernym, reprezentacyjnym holem. Natomiast część biurowa urzędu stanu cywilnego, zorganizowana była od strony zachodniej (Superjednostki). System osobnych wejść, przemyślanych ciągów komunikacyjnych i optymalnego wykorzystania przestrzeni sprawiły, że pomimo niewielkiej powierzchni, budynek sprawnie obsługiwał różnego typu interesantów i pracowników. Ponadto w kończącym pasaż podcieniu zlokalizowano kwiaciarnię i sklep z upominkami, które niestety nie utrzymały się długo. 

SEPARATOR

Minąwszy przedwojenny gmach banku oraz schowany w głębi hotel Silesia, dochodzimy do zaprojektowanego przez Stanisława Kwaśniewicza Separatora.  Ukończony w 1968 roku, 10-cio piętrowy gmach zakomponowany został w oparciu o dwie bryły. Wysoka, gładka część biurowa o rytmicznych podziałach na elewacji, wyraźnie kontrastuje z rzeźbiarskim przyziemiem, które przeznaczono na funkcje komercyjne. Obejmowało ono dwie kondygnacje, przy czym pierwsza (parter) w kilku miejscach została wycięta, co w efekcie utworzyło system zewnętrznych ciągów komunikacyjnych oraz niewielkie patio. Podobną perforację powtarzają następne pawilony, dzięki czemu pasaż został oparty na dwóch równoległych chodnikach, dopełnionych systemem połączeń poprzecznych i małych placyków-dziedzińców. W tej układance dostosowanej do skali pieszego możemy podziwiać wysokie, szklane witryny Separatora, za którymi mieszczą się ekskluzywne sklepy i lokale usługowe, takie jak salon samochodowy Motozbyt, czy Orbis przeniesiony z Domu Prasy w latach 80.. Pierwsze piętro podkreślono czerwonym kolorem i zdynamizowano kompozycją okien i kubicznych wykuszy.

Nie potrzeba było wyjątkowego wyczucia estetyki ani wiedzy, aby dostrzec wartość kulturową i artystyczną w Pałacu Ślubów. Niestety, o jego losie zdecydowało krótkowzroczne myślenie pieniądzem. W tragicznym dla architektury w Katowicach roku 2011 (wyburzono również Brutala, przebudowano Dom Prasy), najdoskonalszy późno-modernistyczny pawilon w Katowicach został zrównany z ziemią. W jego miejsce miała powstać dominanta wysokościowa, nowa wizytówka miasta - do dziś straszy w tym miejscu parking z widokiem na ściernisko po Centrum u Michalika. Na inwestycje w najbliższym czasie się nie zanosi, a tymczasowe zagospodarowanie terenu obrazuje braki urzędu miasta w kreatywnym myśleniu zorientowanym na mieszkańców. Jedne z podstawowych problemów, które przyczyniły się do upadku ulicy i pasażu – czyli wszechobecne samochody i za mała przestrzeń na wynajem, zostały pogłębione  i wyeksponowane. Nie ma już nawet starych drzew, pod którymi mógł skryć się nasz gość z Bytomia czy Warszawy, aby podziwiać modernistyczne Katowice.

RONDO

Wróciliśmy do punktu wyjścia, a to najlepszy moment i miejsce na podsumowania. Rondo do dziś jest bowiem syntezą modernistycznego myślenia o mieście. Nie bez powodu męczę też kolejnego Romana, któremu każę chodzić na długie spacery - miasto jest przestrzenią człowieka. Poruszamy się w niej pieszo, jeździmy na rowerze czy deskorolce, przysiadamy na ławce. W ten sposób oglądamy ciekawe budynki i witryny, poruszamy się między nimi, korzystamy z ich funkcji i spotykamy ludzi.  Miastoprojekt Katowice posługiwał się jednak innym paradygmatem. Strefa Rondo-Rynek to bezwzględny, mechaniczny porządek - rozdzielenie funkcji, myślenie liczbami, ignorowanie psychologii... W centralnym punkcie nowego miasta ludzie schowani zostali pod ziemie (zresztą na rynku też planowano tunel), a betonowe koło kryjące przystanek tramwajowy do dzisiaj symbolizuje układ sił w tej przestrzeni.  Wobec tego odpuszczę sobie szczegółowy opis estetyki i historii – zresztą zdjęcia zrobią to za mnie zdecydowanie lepiej – i skupię się na czasach obecnych.

 
 
 
 

Jedyna pozytywna zmiana (która nadal jest półśrodkiem) obejmuje wyciągnięcie przestrzeni handlowej i gastronomicznej spod ziemi do szklanego pawilonu, niejako kontynuującego pasaż (dalej dzieli nas od niego tunel). W Rondzie Sztuki, bo tak się teraz nazywa to miejsce, najciekawsza jest pewna konotacja. Otóż na pierwszym piętrze otworzył się w 2016 roku nowy lokal gastronomiczny – Królestwo. Skojarzenie z Mieczysławem Królem nasuwa się samo. Władca absolutny, demiurg pustki - jak nazwał go Filip Springer - zmarł w 2013 roku, nie skończyło się jednak jego panowanie. Najwyższy czas dla Katowic, aby przestały się kurczowo trzymać niesprawdzonych idei. Znajdźmy rzeczywiste wartości i dodajmy coś od siebie. Aleja Korfantego to piękna kompozycja, pełna dobrych, a czasem nawet wybitnych budynków. Do dziś stanowi o charakterze miasta. Trzeba się jej tylko przyjrzeć, zrozumieć i przystosować do potrzeb człowieka i Katowic. Nasze pretensje przedstawimy później, tymczasem zachęcam do dalszego odkrywania Korfy (nie tylko na naszej stronie) i wyrobienia sobie własnego zdania na jej temat.

Jakub Maciejewski

© 2016-2018 modernizm powojenny katowic