reklama w architekturze

Często spotykam się ze stwierdzeniem, że architekt jest jak scenarzysta filmowy. Jeśli przyjąć, że działka, na której buduje, to scena, inwestor w tym wypadku będzie producentem, a wykonawca reżyserem. Idąc tym tokiem rozumowania, to architektowi przypada ta niewdzięczna rola mediatora pomiędzy dwoma skrajnie różnymi podejściami do budynku. Matematyka nie jest moją najmocniejszą stroną, ale posłużę się tu przykładem często przytaczanym. Otóż klient chce pewnego „y”, my pamietając wzór na funkcję y = f(x), będziemy podstawiali różne wartości dla „x” i jeśli inwestor zaproponuje podstawić „x”, który nie da oczekiwanego „y”, to architekt musi mu o tym powiedzieć. Tak czy siak, ostatnie słowo należy zawsze do klienta. To od niego zależy, jak budnyek będzie wyglądał przez następne pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. To on wyrazi zgodę lub jej brak na wywieszenie reklam i to jego należy uświadomić, jaki wpływ na odbiór budynku, będzie miał wielkoformartowy baner. 


Nad dobrą i złą architekturą publiczną stoi zawsze jedna wałdza, pieniądz. To jego dostatek lub brak w dużej mierze decyduje o trwałości budynku, o jego roli w krajobrazie miasta i wpływie na odbiorców. W Katowicach, jak i w innych miastach Polski, problem reklam jest poważny. Wciąż nie wypracowano racjonalnego rozwiązania, które połączyłoby interesy obu stron. Niestety nie można też powiedzieć żeby, poza mieszkańcami, ktokolwiek z urzędu specjalnie się tym interesował. Stanisław Podkański – architekt miasta Katowice, dwa lata temu zaznaczał w wywiadzie, iż problem ten należy rozwiązać, ale jest on wielopoziomowy i niełatwo dość do konsensusu, skoro właściciele budynków nie chcą współpracować. No cóż, oczywistym jest, że nie na rękę im ściąganie reklam, które dają im przychód i pewnie nie będą skorzy do współpracy, jednakże to właśnie urzędnik, prezydent czy architekt miasta musi stworzyć taką atmosferę prawną, by współpraca była najlepszym wyborem dla właściciela i nie mówię tu o stawianiu ultimatum. Chodzi mi przede wszystkim o wzajemny szacunek na linii mieszkaniec – inwestor, by, dajmy na to, firma Społem (właściciel Skarbka) nie zbywała Nas – mieszkańców – tekstami w stylu „Wywieszamy reklamy żeby chronić elewację przed gołębiami”. Rynek Katowic zmienił się diametralnie, mimo wielu niejasności wokół projektu i tego, co finalnie stoi na końcu Alei Korfantego to zmiana na dobre. Zenit przeszedł udaną modernizację i świetnie pasuje do nowej wizji miasta, niestety nigdy nie nacieszymy się jego nieprzeciętną bryłą, jeśli będzie schowana pod tandetnym płaszczykiem nachalnej reklamy.


Kolejnym problemem są reklamy niewielkie, jednak stawiane (wywieszane, naklejane, malowane, rozdawane, wyświetlane, wygłaszane) w takich ilościach, że potrafią napsuć tyle samo krwi co te ogromne ze Skarbka czy Zenitu. Tutaj rozwiązania upatruję w edukacji przedsiębiorców i jasnych regulacji prawnych. Szyldy i stojaki reklamowe mogą stanowić świetne dopełnienie ulic miasta, ale ktoś musi pilnować tego, by nie przybierały wszystkich kolorów tęczy i rozmaitych rozmiarów. Nie wspominając już o tym, że sama reklama stanie się skuteczniejsza, kiedy przekaz będzie uporządkowany i przejrzysty. Wydawać by się mogło, że rozwiązania są w zasięgu ręki, że wystarczy usiąść do stołu z kilkoma właścicielami, wprowadzić jeden czy dwa zapisy w kwestii reklamowania się w przestrzeni publicznej i problem zniknie. Chaos reklamowy nadal jednak trwa - jaki jest tego powód? Nie wiem, choć się domyślam. 


Jedną z głownych kwestii omawianych w procesie projektowym jest relacja zaplanowanego budynku z otoczeniem. Tak często słyszymy narzekanie na przemieszanie stylów w Katowicach, wszędobylski modernizm czy nowe „głazy architekoniczne” pokroju pawilonu na rynku. Nalezy zdać sobie sprawę, że reklama potrafi tyle samo co źle zaprojektowny budynek, z jedną bardzo istotną różnicą: z reklamą poradzimy sobie w jeden dzień, wystarczy ją ściągnąć, zła architektura zostanie z nami na lata.  


Ten krótki tekst to zaledwie wstęp do dyskusji, potrzeba wielu głosów i zdecydowanie więcej doświadcznia niż Nasze, chcemy zmieniać miasto na lepsze, działając wspólnie. W zeszłym roku weszła w życie Ustawa Krajobrazowa mająca na celu uporządkowanie przestrzeni miejskiej, niestety efektów jej działania wciąż brak. Katowiczanie też nie "palą się" do działania, co więcej traktują reklamę jako "zło konieczne" i pogodzili się z jej obecnością. Obecnie na rynku stoją dwa ogromne bilboardy reklamowe – Zenit i Skarbek, jeśli urzędnicy i właścicicele nie kwapią się do podjęcia działań, muszą to zrobić mieszkańcy.

Kamil Wróbel

© 2016-2018 modernizm powojenny katowic