SPÓŁDZIELCZY DOM HANDLOWY

Jeden z pierwszych obiektów tego typu w Polsce - Skarbek. Niewielu pamięta, że ten relikt PRL-u autorstwa Juranda Jareckiego kiedyś uznawano za symbol nowoczesności i dobrobytu. Dziś nieco skrępowany towarzystwem Galerii Katowickiej, woli chować się w cieniu kolorowych reklam.  Ale czy naprawdę ma ku temu powody? Przeczytajcie tekst i zdecydujcie sami.

NARODZINY SKARBKA

Historia działki, na której stoi dziś DH Skarbek sięga początków XIX wieku. Około 1816 roku powstała tam drewniana karczma. (litografia Ernsta) Poza gospodą dla przyjezdnych, pełniła również funkcję stajni i browaru. Właścicielem był Adolf Frölich ­pierwszy Żyd, który zamieszkał w Katowicach. W 1864 roku budynek zawalił się, a na jego miejscu wybudowano kilka kamienic. W jednej z nich, jednopiętrowej, neorenesansowej kamienicy, mieściły się słynne delikatesy Borińskiego. Początek lat 70. przyniósł wiele zmian. Marzono o nowych Katowicach, wypełnionych awangardową architekturą, która nie będzie odbiegać od zachodnich standardów. Dawna, zabytkowa zabudowa wydawała się zbyt małomiasteczkowa, by mogła godnie reprezentować katowicki Rynek. Jurand Jarecki w jednym z wywiadów tak wspomina ten okres:

 


Jurand Jarecki: Owszem, burzyło się. Gdybyśmy to zrobili dziś, wojewódzki konserwator zabytków zazgrzytałby zębami. Wtedy jednak ten budynek po prostu nam się nie podobał. Bez kłopotu uzyskaliśmy pozwolenie na rozbiórkę. Elewacja była zbyt ozdobna, no i pełno gołębi. Nie było mi go żal. Może dopiero teraz go szkoda.
Katarzyna Piotrowiak: Nie myśleliście o tym, że to zabytek, ślad przeszłości tego miasta?
JJ: Katowice i cała Polska w tym czasie potrzebowały nowoczesnej architektury. Budynek delikatesów był w nie-najgorszym stanie, ale niziutki i tylko dwupiętrowy. Po wybudowaniu Zenitu i Domu Prasy źle to wszystko razem wyglądało. Dookoła wysokie budynki, a na końcu ulic 3 Maja i Mickiewicza taka pustka! Trzeba było postawić coś efektownego. Wtedy zaprojektowałem Skarbek.

Dziś może nam się wydawać, że stawianie drugiego domu towarowego parę kroków dalej od pachnącego jeszcze nowością Zenitu to nieprzemyślane i mało opłacalne przedsięwzięcie. Jednak w tych czasach sklepy samoobsługowe były namiastką Zachodu, uderzały do nich tłumy. Z tego powodu Spółdzielnia Społem, dla której lata 70.  były okresem dynamicznego rozwoju, zleciła Jareckiemu kolejna realizację. Niestety, doświadczenie zdobyte przy realizacji Zenitu nie pomogło architektowi wzbudzić zaufania władz. Dlaczego? Otóż według katowickich urzędników obiekt bez okien przypominał nieforemne pudło.

(…) nie ma sensu robić w takich przestrzeniach okien, bo światło i tak musi być sztuczne, a jeszcze w sprzedaży ściana to bardzo ważna

rzecz, bo można postawić przy niej regały.

 

Tak Jarecki bronił swojego projektu. Dziś nie trzeba tego nikomu tłumaczyć, lecz wtedy Skarbek dopiero przecierał szlaki i wyznaczał standardy projektowania obecnych sklepów wielkopowierzchniowych. Jeśli chodzi o nieforemność, o którą posądzano budynek, wynikała ona z braku równoległości między ulicami 3 Maja i Mickiewicza. Zbiegając się na Rynku tworzyły kształt trapezu. Niestandardowe wymiary działki wymagały nadania lekkości temu siedmio-kondygnacyjnemu gmachowi o wysokości prawie 40m. Aby uzyskać ten efekt, wprowadzono na poziomie parteru podcienie, które jednocześnie miały służyć jako miejsce spotkań  na wzór arkad w krakowskich Sukiennicach oraz skracać  przejście między sąsiednimi ulicami. Obiekt również świetnie wpisywał się w otoczenie: poziome pasy w kolorze oliwkowym (obecnie niebieskie) przecinające elewację, idealnie korespondowały z pistacjową ścianą kurtynową Domu Prasy, a grafitowe obłożenie ostatniej kondygnacji nawiązywało do czarnych elementów Zenitu. Jak widać, Jarecki przemyślał każdy szczegół, lecz wisienkę na torcie pozostawił na sam koniec: tradycyjną klatkę schodową zastąpił pierwszymi ruchomymi schodami polskiej produkcji. Wyobraźmy sobie, jaką musiały zrobić furorę podczas otwarcia w 1975 roku!

ARCHITEKTURA REKLAMOWA

Problemy finansowe,  z którymi zmaga się Spółdzielnia, można dostrzec nawet z końca ulicy Warszawskiej. Olbrzymie płachty reklamowe zdominowały Rynek: przysłaniają niemal całą bryłę i zagarniają spojrzenia przechodniów. Jednak Wacław Słaby ponad estetykę stawia interes spółki. Według niego, dochody z dzierżawy (a jak wiadomo, im większa reklama tym większy zysk) mają być przeznaczone na renowacje obiektu. Co ciekawe, prezes Społem widzi w tym także inne korzyści: reklamy wielkopowierzchniowe mają chronić elewację przed gołębiami. Architekt miasta, słysząc tak absurdalne tłumaczenia, może jedynie rozłożyć ręce: w Polsce przepisy uwzględniają tylko zakaz wieszania reklam wielkoformatowych na oknach budynków mieszkalnych. W ten sposób nie od dziś prywatne firmy psują miejski krajobraz. Coraz częściej rolą architektury w Polsce sprowadza się do bycia stelażem pod reklamę i Skarbek także macza w tym palce. Niewiarygodne, że zarząd  nadal się łudzi, że płaszczyk pstrokatych reklam dobrze zamaskuje chorobę Skarbka – stopniowe wykruszanie się klientów, a co za tym idzie, kłopoty z utrzymaniem budynku. Świadczą o tym liczby: aż 1300 metrów kwadratowych czeka na najemców.

CZAS NA ZMIANY

Schyłek PRL-u zakończył dobrą passę spółdzielni. Prywatyzacja lokali handlowych wymusiła na Społem dostosowanie się do nowego ustroju gospodarczego, który wyrażał się przede wszystkim konkurencją ze strony zagranicznych sieci hiper i supermarketów. Niestety,  spółka licząc, że uda jej się utrzymać dotychczasową pozycję, nie wykorzystała dobrze nowej sytuacji na rynku. Gdy w końcu wybudziła się ze snu, okazało się, że spóźniła się z modernizacją o parę lat. W tym czasie w niedalekim sąsiedztwie zdążyła wyrosnąć Galeria Katowicka, która w warunkach XXI wieku zdecydowanie bardziej odpowiada oczekiwaniom i potrzebom zmotoryzowanych klientów. W ten sposób ze Skarbkiem pozostali jedynie weterani, którzy pamiętają jeszcze złote czasy tego domu. Jarecki doskonale odzwierciedlił atmosferę sklepu po 1989 roku:

 

W Skarbku (…) pracuje sporo ludzi, których znam z czasów jego początków. Reprezentują swoją mimiką twarzy dawny slogan: Nie mamy tego. A dzisiaj w tym miejscu powinien pracować ktoś, kto się uśmiecha, zachęca do zakupu. Kiedyś bardziej adekwatne określenie sprzedawców brzmiało „urzędnicy”. Ekspedientka przychodziła na 8 godzin, po dniówce wychodziła, opłacano jej socjalne, wczasy. Dziś właściciel takiej firmy daje urlop i nie ingeruje w nic. Zasady propagowane w czasach komuny dziś już po prostu nie pasują.

 

By ożywić starzejący się dom towarowy, architekt wraz z Markiem Gierlotką wpadli na pomysł  poszerzenia działalności domu towarowego o kawiarnię. Stworzyli ciekawą koncepcję budynku ze szklanym dziobem doklejonym do frontu, który mieściłby taras widokowy z panoramą na centrum. Nowa część Skarbka miała liczyć około 30 metrów szerokości i  10 metrów wysokości. Takie uatrakcyjnienie przestrzeni z pewnością przyciągnęłoby na nowo gości, a także pobudziłoby władze miasta do przeprowadzenia potrzebnych zmian w okolicy martwego Rynku. Projekt czekał wiele lat, aż w końcu pokazano go Miejskiej Komisji Urbanistyczno – Architektonicznej w 2011 roku. Mimo aprobaty ze strony MKUA i uzyskania pozwolenia na  rozbudowę, inicjatywa została zarzucona. 

 

Ostatecznie urzędnicy oświadczyli, że priorytetem jest opracowanie nowej koncepcji Rynku, więc Społem ze swoimi ambitnym planem musiał usunąć się w cień. Mając tak ograniczone pole manewru, pozostało skupić się na liftingu obiektu. W 2005 roku podjęto decyzje o zabudowaniu podcieni, które od otwarcia sklepu zdążyły się diametralnie zmienić.  Elegancki przedsionek z licznymi gablotami ekspozycyjnymi, który kiedyś kusił przechodnia do wejścia, przeistoczył w kapitalistyczne targowisko różności. By odzyskać zabraną przez drobnych przedsiębiorców przestrzeń, utworzono w tym miejscu Delikatesy, zachowując na szczęście dawny ciąg komunikacyjny. Modernizacja objęła również zamontowanie dwóch zewnętrznych szklanych wind.

NIEPEWNA PRZYSZŁOŚĆ

Obecnie tylko dzięki tym zmianom budynek jeszcze utrzymuje się przy życiu.  Działalność handlowa spółki zajmuje nieco ponad jedno piętro powierzchni, a Delikatesy  jako jedyne dobrze prosperują. Dzieło architekta powoli znika z pola widzenia, obrastając  reklamami.  Można się zastanawiać: kto ponosi pełną odpowiedzialność za los Skarbka? Zarząd, urzędnicy, a może my?

Krótkowzroczność Społem z pewnością przeraża. Zarząd wciąż ogranicza się do strategii łatania dziur w budżecie, zamiast znaleźć Skarbkowi profesjonalnego menadżera, który zdoła sprowadzić go na tory XXI wieku. Na świecie znajdzie się wiele przykładów świetnie prosperujących domów handlowych, które nie dały się upływowi czasu: Harrods w Londynie, czy też praska Kotva mogłyby posłużyć mu za wzór .

Z drugiej strony, przykład katowickiego dworca pokazał już, że największym grzechem władz jest ich obojętność. Czcze obietnice ubrane w piękne słowa, szybko gasnący zapał – te czynniki także miały swój udział w stopniowej degradacji  Skarbka. Wątpię jednak, że jego żywot zakończy się tak spektakularnie jak upadek dworcowych kielichów czy warszawskiego Supersamu (modernistyczny pawilon handlowy wyburzony w 2006 roku) . Będzie raczej dogorywać w samotności, stopniowo popadając w coraz większą ruinę, a to wszystko za naszym cichym przyzwoleniem.  Jednak to tylko jedna z możliwych wersji, także od nas zależy jak potoczą się jego losy.

 

Kamila Pham
 

KŁOPOTLIWE ŁUSKI

Mimo, że wszystkie te rozwiązania i nowinki techniczne dawno przestały zdumiewać, to wciąż istnieje coś, co wyróżnia Skarbek na tle innych budynków. Chodzi o jego elewację – rzeźbiarskie aluminiowe pasy z otworami w kształcie łezek. Historia z nimi związana jest równie interesująca jak ich wygląd:

Elementy powyginanej blachy udało mi się sprowadzić z francuskiej firmy, w ramach tak zwanej wymiany barterowej. Firma dostała węgiel, a jej właściciel był tak zadowolony, że w ramach prezentu załatwił nam nagłośnienie. Przez lata kupujący słyszeli zapowiedzi, jakie atrakcyjne towary można kupić na drugim i trzecim piętrze. W prezencie dołożył też wykładzinę. Ale nie przewidział, że polskie sklepy odwiedzane są przez tłumy pań, które na co dzień nie noszą francuskich pantofelków. Po dwóch latach wykładzinę trzeba było zdjąć i wyrzucić. ­Wspomina Jarecki.

Drogie upominki, wbrew oczekiwaniom Francuzów, nie pomogły im zyskać nowego rynku zbytu po komunistycznej stronie Europy. Władze w PRL-u nie były przychylne zawieraniu transakcji z zagranicą.  Gdyby nie determinacja Jareckiego oraz znajomości ówczesnej prezes Społem w Komitecie Centralnym, Skarbek prawdopodobnie  zostałby wykończony zwykłymi płytkami ceramicznymi. Rozważano także wypełnienie 3 poziomych pasów elewacji fantazyjnymi modułami z włókna szklanego. Powstały nawet ich prototypy, a produkcje zamierzono zlecić firmie z Gliwic. Można się tylko cieszyć, że tak się nie stało, bo do dziś elewacja Skarbka stanowi unikat na skalę światową.

Parę lat temu zrobiło się o niej szczególnie głośno, gdy prezes Społem, Wacław Słaby, ogłosił, że zamierza ją zastąpić innymi panelami.  Argumentów było sporo: elewację pokryła rdza, budynek wymaga docieplenia, a łezki zamiast zdobić, są siedliskiem gołębi.

Takie plany nie spodobały się projektantowi Skarbka, choć zdawał sobie sprawę, że budynek miał parę niedociągnięć. Nowoczesne założenia projektu takie jak urządzenie do czyszczenia elewacji,  ze względu na zbyt wysokie koszty wykonania, można było podziwiać jedynie na papierze.  W efekcie obiekt powoli zaczyna tracić swój pierwotny blask, bo spółkę nie stać na wynajmowanie taterników.

Oświadczenie właściciela obiektu sprawiło, że w środowisku architektonicznym zawrzało:

Czy komukolwiek przyszłoby do głowy, by zrywać z kamienic secesyjne dekoracje, bo można zastąpić je czymś nowocześniejszym? W Europie Skarbka na pewno uznano by za ważne, znakomite dzieło. U nas nie ma takiej świadomości i wiedzy, a poziom elit, które decydują o wyglądzie naszych miast bywa mizerny. ­– Ubolewał prof. Jerzy Witeczek, wykładowca Politechniki Śląskiej.

Interweniowała także wojewódzka służba konserwatorska, która jednogłośnie uznała, że ten charakterystyczny element dekoracyjny powinien zostać zachowany lub odtworzony w zbliżonej formie. Po nagłośnieniu sprawy przez lokalną prasę, Społem ostatecznie zdecydowało się na ponowne podjęcie współpracy z Jareckim. Okazało się, że możliwe jest wierne odtworzenie tłoczonej blachy  z materiału o nazwie alucobond (aluminium pokryte warstwą kompozytu). Poza tym, by ocieplić budynek i zabezpieczyć przed ptakami, panele muszą być nieco płytsze.  Zarząd z optymistycznym nastawieniem jeszcze rok temu zapowiadał rozpoczęcie prac remontowych, które zostały przewidziane na jesień 2016. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. Ponadto Skarbek, mimo obietnic władz, nadal nie został objęty ochroną, dzięki której każda zmiana byłaby konsultowana z konserwatorem zabytków. Dziś możemy czuć się podwójnie oszukani: budynek, ubrany w reklamowy fartuszek, nadal czeka na swoją niepewną w skutkach metamorfozę. Możemy tylko podejrzewać, że problem dotyczy kosztów modernizacji, które w całości spoczywają na barkach spółki. 

SKARBEK

 

czas budowy: 

architekct: 

konstruktor: 

adres: 

przeznaczenie: 

stan obecny: 

 

1972-1974

Jurand Jarecki

Franciszek Klimek

ul. Adama Mickiewicza 4

dom handlowy

po wielokrotnych przebudowach i modernizacjach, największą (zabudowano podcienie oraz dodano windy) ukończono w 2007

© 2016-2018 modernizm powojenny katowic