stalexport I&II

SZWECJA

W zamyśle komunistycznej władzy, Górny Śląsk miał być przemysłowym zagłębiem Polski, a funkcjom usługowym nie przypisywano znaczącej roli. Z tego powodu, w pierwszych latach PRL-u, w Katowicach nie stawiano wielu reprezentacyjnych budynków biurowych. Dopiero w latach 70. nastąpił zwrot w polityce budowlanej miasta. Rosnąca ranga stolicy węgla kamiennego przyciągała coraz więcej instytucji, odkrywając przy tym niedobór odpowiednich przestrzeni do pracy.

Jedną z takich instytucji była Centrala Handlu Zagranicznego, która szukała miejsca pod budowę siedziby katowickiego oddziału, zajmującego się eksportem węgla kamiennego. Miasto znalazło dla niej działkę w zachodniej części śródmieścia Katowic. Konkurs na zagospodarowanie terenu przy ulicy Mickiewicza 29 ogłoszono na początku lat 70. Jednym z warunków konkursu było zaprezentowanie koncepcji gmachu o nowoczesnej, frapującej formie, którą odróżni się od pozostałych obiektów w Katowicach. Według oceny jury, projekt  Juranda Jareckiego i Mariana Skałkowskiego - znanego duetu ze Śląska - wpisał się najlepiej w założenia inwestycji. Wyróżnienie trafiło natomiast do Zygmunta Winnickiego i Tadeusza Krzysztofiaka. Z nieznanych dziś przyczyn oba projekty nie doczekały się realizacji. Ostatecznie, poza konkursem, budowę biurowca zlecono architektowi z Belgradu – Georgowi Grućićowi. W ten właśnie sposób zaczyna się opowieść związana z niezwykłymi wieżami Stalexportu.

budowa w tle 80-84

To wrażenie lekkości jest jednak tylko złudzeniem optycznym. Im bardziej zbliżamy się do drapacza, tym bardziej schodzi on na ziemię i odsłania swoją podstawę. Na część niską składają się 3 kondygnacje o równie dużej powierzchni i kubaturze. W atrium zlokalizowano m.in. restaurację Pod Wieżami, stołówkę oraz liczne punkty usługowe. W przerwie od spotkań służbowych, można udać się na pierwsze piętro, gdzie zaaranżowano strefę relaksu;  znajduje się tu taras z fontanną oraz ławeczkami. W kompleksie biurowym możliwe jest także korzystanie z centrum konferencyjnego składającego się z nowoczesnej sali kinowo–konferencyjnej przeznaczonej dla maksymalnie 300 osób oraz 10 mniejszych pomieszczeń mogących pomieścić od 15 do 50 osób. W każdej wieży sprawną komunikację umożliwia 6 wind oraz klatka schodowa.

Architekt zadbał również o bezpieczeństwo przyszłych użytkowników w razie pożaru lub innego zagrożenia. Poza dodatkową klatką schodową dla straży pożarnej, na 19. piętrze każdego z wieżowców ukrył w specjalnym pomieszczeniu tzw. rękaw ratowniczy o długości ponad 90 m. Wysuwa się on po rozsunięciu 3 ścian, służąc za wyjście ewakuacyjne dla ostatnich pięter budynków. Na szczęście, jak dotąd nie było potrzeby przetestowania jego możliwości.

POWIEW ZACHODU

Wieżowce, o całkowitej powierzchni 27 183 metrów kwadratowych, zostały oddane do użytku w 1982 roku i od razu stały się symbolem nowoczesnego budownictwa na Górnym Śląsku. Ponadto, wraz z ukończeniem ostatniego piętra, zyskały tytuł najwyższego drapacza chmur poza Warszawą. Jednak tak zaawansowany obiekt nigdy by nie powstał, gdyby nie nieoceniona pomoc Skandynawów, odpowiedzialnych za realizacje wizji ambitnego architekta. Załoga szwedzkiej firmy IBS IndustribyggnaderStenungsund AB przewyższała umiejętnościami polską siłę roboczą, a zastosowanie materiałów sprowadzonych zza zachodniej granicy znacząco wpłynęło na jakość wykonania.

Co ciekawe, katowicki wieżowiec nie był pierwszą realizacją Szwedów w powojennej Polsce. Tuż przed rozpoczęciem ekspansji na południe Polski, Centrala Handlu Zagranicznego zdążyła przetestować umiejętności zagranicznych wykonawców na własnym podwórku.  Para monumentalnych biurowców  Intraco I i II, ukończonych kolejno w 1975 i 1978 roku, okazała się godnym reprezentantem przedsiębiorstwa w stolicy. Centrala uwiedziona zachodnim standardem wykończenia oraz automatycznie otwieranymi drzwiami i szybkobieżnymi windami zastosowanymi w budynku swojej siedziby, zapragnęła tej samej jakości na Śląsku. Dziś aż trudno uwierzyć, że to wszystko udało się zrealizować w komunistycznej Polsce. Jak powszechnie wiadomo, każda nawiązana współpraca z zepsutym światem Zachodu zakrawała w tamtych czasach o szpiegostwo, a rząd starał się ograniczać do minimum kontakty swoich obywateli z zagranicznymi sąsiadami. Ściąganie jego przedstawicieli przez pracowników państwowych tym bardziej wydaje się absurdalnym posunięciem. Dlaczego więc ówczesne władze pozwoliły mimo to ulokować zamówienie w Szwecji, która nie należała do bloków militarnych ani powiązanych politycznie organizacji gospodarczych? By rozwikłać tę zagadkę, warto nakreślić szkic sytuacji politycznej lat 70. w Polsce.

Przypadające na ten okres rządy Edwarda Gierka nadały nowy kurs w historii PRL-u. W ogólnej dialektyce propagandowej nie mówiło się już o polityce, lecz o gospodarce. Wizytówką dobrobytu nowej epoki miały być nowe inwestycje m.in. stawiane na kredyt nowoczesne wysokościowce. Ponadto, postanowiono otwierać nasz kraj na Zachód, co skutkowało zapotrzebowaniem na reprezentacyjne hotele i biurowce dla obcokrajowców. By pokazać się od jak najlepszej strony, ściągano zagranicznych wykonawców, miedzy innymi Szwedów, znanych z solidności i innowacyjności.

Jedną z pierwszych takich realizacji był Hotel Forum według projektu Stena Samuelsona. Ponad 100 metrowy żelbetowy monolit  dosłownie rósł w oczach; firma z Malmo potrafiła postawić jedną kondygnacje w tydzień. Dla partii szybko postępująca budowa była świetnym dowodem na to, że gospodarka się dynamicznie rozwija i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Dwa lata po otwarciu Forum, czyli w 1976 roku, zakończono budowę kolejnego hotelu o nazwie Victoria przy ówczesnym pl. Zwycięstwa. Dzieło polsko-szwedzkiego zespołu architektów było jednym ze sztandarowych pomników gierkowskiej nowoczesności w Warszawie. Gra pozorów nie trwała zbyt długo. Kryzys lat 80. oraz brak dewiz wstrzymał ambitne inwestycje, udowadniając politykom, że budynki nie mogą stać prosto na fundamencie z kredytów.

POWIEW BELGRADU

Jak widać, wieże Stalexportu do dziś skrywają wiele tajemnic, a historia ich powstania jest niezwykle zawiła. Nurtuje nie tylko kwestia polsko-szwedzkiej współpracy, ale także kontrowersje powstałe już na etapie projektowym. Wydaje się wątpliwe, że kiedykolwiek dowiemy się dlaczego, mimo rozstrzygniętego konkursu, postanowiono ulokować zamówienie w Jugosławii. Być może, podczas jednej z wielu delegacji, któryś z przedstawicieli Centrali odwiedził kraj Tito i zachwycił się odwagą twórców Nowego Belgradu? Albo spodobał mu się projekt zakopiańskiego hotelu Kasprowy wykonany przez Jugosłowian? A może było to zagranie czysto polityczne? W tym gąszczu pytań, brakuje miejsca na jednoznaczne odpowiedzi. Nie da się jednak zaprzeczyć, że współpraca z Gruićićem wyszła Katowicom na dobre.

Międzynarodowy rodowód budynków sprawił, że na Górnym Śląsku powstał pierwszy reprezentacyjny wieżowiec, który dorównywał zachodnim standardom. Dzięki zastosowaniu zaawansowanej technologii oraz wysokiej jakości wykonania obiekt  nie starzeje się tak szybko jak jego rówieśnicy. Podczas  gdy DOKP zastępuje się nowoczesnym gmachem KTW., czas odciska swój ślad na siedzibie GIG-u,  budynek Stalexportu nadal doskonale spełnia swoje funkcje. Należy do grona nielicznych, którym udało się przejść przemiany ustrojowe bez szwanku. Choć instytucja Centrozap-u już dawno odeszła w zapomnienie i uległa sprywatyzowaniu (od 1997 r. funkcjonuje pod nazwą Węglokoks),  biurowiec znalazł sobie nowych gości. W jego budynkach znajdują się obecnie siedziby m.in. Stalexportu, Węglokoksu, prywatne uczelnie wyższe, redakcje rozgłośni radiowych oraz sąd okręgowy. Dziennie przebywa tu i pracuje około 2000 osób.

Jako dowód, że biurowiec wciąż tętni życiem dodam, że kilka miesięcy temu w tym trzecim najwyższym obiekcie w Katowicach zorganizowano ogólnopolski maraton. Zwycięzcy udało się w 3 minuty i 33 sekundy zdobyć szczyty obu wież, pokonując przy tym 824 stopnie. Paradoksalnie, Stalexport nie tylko organizuje wyścigi, ale również sam w nich uczestniczy. Wyścig wysokościowców trwa w najlepsze, stawka jest wysoka – do wygrania władza nad miastem.

Kamila Pham

KONTROWERSJE

Budowa, rozpoczęta w 1976 roku, od samego początku wzbudzała niemałe zainteresowanie wśród katowiczan. Jugosłowiański architekt, z pomocą konstruktora Radomira Michailovića, swoim projektem zburzył dotychczasowe wyobrażenia na temat możliwości konstrukcyjnych wysokościowców. Krótko mówiąc: wywrócił wszystko do góry nogami.

Bliźniacze biurowce powstawały w systemie trzonowo-ciągowym. Najpierw wzniesiono wysokie betonowe trzony gmachów. Kolejnym istotnym elementem konstrukcji były stalowe ramiona zakotwiczone w charakterystycznych betonowych wysięgnikach znajdujących się na dachach wież. Na owych belkach zawieszano liny, do których mocowano stropy poszczególnych pięter, poczynając od najwyższych do najniżej położonych. W ten sposób powstały dwa niemal identyczne budynki: 22 - kondygnacyjny budynek A, wysoki na 97 metrów oraz jego niższy o 5 metrów odpowiednik B,  wznoszący się na wysokość 20 pięter.

Efekt końcowy do dziś zapiera dech w piersiach. Niepowtarzalny wygląd wieże zawdzięczają projektantom, którym udało się, poprzez ukrycie lin w obudowie, wysmuklić ich sylwetki. Zabieg ten wzmocniono dodatkowo kontrastową biało-brązową elewacją. Z daleka ogromne bryły biurowców wyglądają, jakby unosiły się w powietrzu.

czas budowy: 1976-1981 (I) i 1982 (II)

architekt: Georg Grućić

konstruktor: Radomir Michailović

wysokość do dachu: 97 (I) i 92 (II) metry

adres: Mickiewicza 29

przeznaczenie: biurowce Centrali Handlu Zagranicznego

stan obecny: funkcjonuje jako prywatny kompleks biurowy

© 2016-2018 modernizm powojenny katowic